Menu

Od przekleństwa do błogosławieństwa

Kilka historii o tym, jak dowiedziałam się, że moje potłuczenie to moje największe błogosławieństwo. Ateistka, która usłyszała pewnego dnia głos Boga...

Jak Bóg pomógł mi w... zrozumieniu miłości...

inmysolitude

Już dawno nie pojawił się żaden wpis, a to za sprawą wielu wydarzeń ostatnich dni. Wydarzeń dobrych i wydarzeń złych, które splatają się ze sobą.

W każdym bądź razie, chciałabym zacząć od tego, że od kilku lat żyję w związku niesakramentalnym. Jeszcze do niedawna nie miał dla mnie znaczenia "papier". Uważałam, że żyję się z człowiekiem bo tego się chce. Dziś patrzę na te sprawy zupełnie innym okiem.

Jak do tego doszło?

W sierpniu 2015r. mieliśmy wyznaczoną datę ślubu (wiele rzeczy zaplanowanych). Dlaczego wtedy podjęłam taką decyzję, że chcę wyjść za mąż? Nie wiem. Trzeba? Już czas? Ślub kościelny? - Czemu nie, co tam, że to nie ma nic wspólnego z wiarą. Wierzę, że sprawy miały się tak potoczyć, że na ponad pół roku przed ślubem zwątpiłam, czy ja faktycznie chcę poślubić tego człowieka, czy chcę spędzić z nim całe życie? Przed ślubem oddaliliśmy się od siebie bardziej niż przez cały czas trwania naszego związku.

Dziś jestem przekonana... Bóg odwiódł mnie od tej decyzji. Zaplanował dla mnie inny ciąg wydarzeń.

W przeciągu ostatnich dni zaplanowałam sobie naprawę duchową, w związku z trwaniem adwentu, za głosem Ojca Adama. Przełamałam się i po tylu latach, poszłam do spowiedzi. Nie liczyłam na rozgrzeszenie, w końcu żyję w związku niesakramentalnym, ale chciałam wyspowiadać się z mojej przeszłości. Może zrobiłam błąd, że po tak długiej "podróży" wybrałam konfesjonał. Nieważne. Dziś wiem, że gdybym nie trafiła na kapłana, który wyciągnął z moich decyzji życiowych największe zło, nie boję się stwierdzić, że ocenił jakim dnem jest moje dotychczasowe życie dziś nie mówiłabym, że ślub za mniej niż pół roku.

Oczywiście, pierwsza reakcja była bolesna, jak mógł? Uważam, że właśnie mógł. Przecież sama je tak oceniałam.

Tym razem stanę przed ołtarzem z człowiekiem (dokładnie tym samym), który był przy mnie pomimo wielu trudnych cech charakteru, wielu upadków, wielu krzywd, które mu wyrządziłam. Z człowiekiem, którego kocham. A co najważniejsze, w wierze - przyrzekając przed tym, który odmienił moje życie, który pozwolił mi na spotkanie z nim.

Czy byłabym szczęśliwa biorąc ślub bez wiary w Boga? Wątpię. Pozwolił mi zaplanować i mam nadzieję przeżyć ten dzień razem z nim. Pomógł zrozumieć sens małżeństwa, dał czas na uporządkowanie.

Bóg pomógł mi w zrozumieniu miłości, ale pomógł mi również w odnalezieniu i docenieniu wyjątkowej relacji, o której napiszę w kolejnym wpisie. 

 

 

 

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • wrzola99

    Miłość jest trudnym pojęciem. Cieszę się że potrafiłaś odnaleźć jego definicje i że widzisz to że Bóg Ci w tym pomógł. Takich ludzi jest bardzo mało bo tak jak wspomniałam w pierwszym swoim wpisie :Bóg dla większości żyje w opowiadaniach, a nie w sercu.

© Od przekleństwa do błogosławieństwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci